piątek, 24 lutego 2017

URLOP POTRZEBNY OD ZARAZ





- Wyjeżdżam – zakomunikowała Beatka z poważną miną.  
- Na zawsze? Nie strasz! – zaniepokoiłam się – Kiedy?
- Pod koniec marca. Na tydzień, idiotko! – Beatka wyraźnie chciała być tajemnicza i swoim zwyczajem oczekiwała dalszych pytań.
- Aha – ciekawość oczywiście mnie zżerała, ale mimo to postanowiłam się z nią podrażnić – To chodź, napijemy się kawy na zapas przed tym twoim wyjazdem – zaczęłam iść w stronę jej ulubionej kawiarni – Sama nie wiem, co bym chciała. Cappuccino? A może latte z karmelem? Oni jeszcze robią coś takiego kokosowego, zaraz, jak się to nazywało…?
- Będę spała w domku na plaży – zawołała wyraźnie niezadowolona z mojej reakcji Beatka, ale grzecznie ruszyła za mną.
- Zrób zdjęcie zachodu słońca. Albo wschodu. Oba zrób – zażądałam – No to jak się ta kawa kokosowa nazywała? Pamiętasz?
- I będzie mnie budził szum morza – nie dawała za wygraną – Ale będzie fajnie!
- Tak, odpoczniesz sobie – potwierdziłam i zwróciłam się do baristy – Poproszę kawę kokosową i … Beatka, co chcesz?
- Zaraz, nie wiem, sojowe latte poproszę – zdecydowała się Beatka.
Usiadłyśmy przy stoliku. Mina Beatki mówiła wszystko – albo zacznę się wreszcie z wielkim zainteresowaniem wypytywać o wyjazd, albo mnie zamorduje, a potem wypije moją kawę.
- To gdzie się tak będziesz byczyć na plaży? – zapytałam. Nie jestem przecież masochistką.
Na twarzy Beatki pojawił się szeroki uśmiech – Lecę na Seszele! Będzie cudownie! Będę miała domek na plaży tylko dla siebie, zawsze chciałam budzić się rano i słyszeć szum morza. Będą sobie leżeć na plaży, spacerować, kąpać się w morzu… Wysepka jest mała, więc pozwiedzam sobie ja całą. Dowiozą mnie tam wodolotem. Jechałaś kiedyś wodolotem? Bo ja nigdy. To niesamowite! Może sobie nawet ponurkuję? Zobaczymy, czy będę miała na to czas. Będę sobie siedzieć na balkonie i patrzeć na morze. No i zrobię masę zdjęć, przyjdziesz obejrzeć? Będę tam leciała prawie cały dzień, mam dwie przesiadki. Ale to nic, zobaczę sobie lotniska w egzotycznych krajach, strefa wolnocłowa to też fajna rzecz. Można sobie pobuszować po sklepach. A jak mi się już nie będzie chciało, to coś sobie poczytam – jej słowotok nie miał końca – Poczekaj, pokażę ci, gdzie będę mieszkać – wyciągnęła telefon i w sekundę znalazła odpowiednie zdjęcia – O, popatrz, tu jest mój domek, no dobra, niekoniecznie mój, ale taki mi dadzą. A tu jest plaża, na którą będę codziennie patrzeć z okien. A tak wygląda ta wyspa z lotu ptaka. Bajkowa, co nie? Już do mnie napisała pani z biura podróżniczego i potwierdziła wszystko, teraz tylko wsiadać w samolot i lecieć. Już nie mogę się doczekać – Beatce najwyraźniej zaschło w gardle, więc napiła się latte.
- Ale tam pięknie! No jasne, że chcę zobaczyć zdjęcia! – wtrąciłam szybko. Nic dziwnego, że się tak zachwycała. Było czym.
- No ale widzisz, jest pewien problem – Beatka odzyskała zdolność mówienia – Mojemu szefowi ten mój urlop nijak nie pasuje!
- To mógł się nie zgadzać i nie dać ci wolnego. Skoro dał, to niech nie marudzi.
- Niby tak, ale wiesz, w firmie się teraz dużo dzieje. Ciągłe spotkania z inwestorami, szykuje nam się takie duże przejęcie, a i jeszcze jedna inwestycja też się klaruje. On sobie z tym nie poradzi! A nie może poczekać na mój powrót, bo terminy zostały odgórnie wyznaczone i ich zmiana to byłaby za duża komplikacja.
- To chyba jednak będzie musiał sobie jakoś poradzić.
- Będzie musiał. Już od tygodnia przygotowuję go do tych spotkań, tłumaczę podstawowe rzeczy jak krowie na rowie. Wyobraź sobie, że muszę mu jeszcze podrzucać jakieś triki pijarowe, bo on by to od razu zawalił!
- A skąd ty znasz takie triki? – zapytałam zdziwiona, bo znamy się z Beatką od 15 lat i o tej jej wiedzy słyszałam po raz pierwszy.
- Mam bogate doświadczenie, robiło się i takie rzeczy – odparła wymijająco i szybko zmieniła temat – No więc szef chce, żebym tam odbierała maile, a najlepiej żebym uczestniczyła w wideokonferencji. Nawet mi powiedział, że mi zapłaci za dostęp do sieci, rozumiesz? Musi mu strasznie zależeć na tym, żebym mu pomogła. Tak sobie pomyślałam, że muszę mu jakiś warunek postawić, żeby nie myślał, że tak łatwo się zgodzę na pracę w czasie urlopu!
- Niech ci zafunduje cały wyjazd – podrzuciłam.
- A bo to mnie nie stać na wyjazd na Seszele? Po co mi ma za niego płacić? – oburzyła się Beatka – Ja myślałam o czymś innym – udziały w firmie! Jak myślisz, da mi trochę?
- Musisz tylko ładnie poprosić, uśmiechnąć się, zatrzepotać rzęsami i udziały twoje – zażartowałam.
- Myślisz? Chyba spróbuję, w końcu beze mnie to on spieprzy te spotkania. I doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Więc jak mi da te udziały, to będzie przecież całkowicie logiczne, co nie?

środa, 21 grudnia 2016

VERY IMPORTANT PERSON




- Wyobraź sobie, że niektórzy ludzie lubią się czuć ważni – zagaiła Beatka.
- Serio? -  oj, muszę poćwiczyć udawanie zdziwienia – A czemu tak myślisz?
- Obserwuję – powiedziała z wyższością – a przecież wiesz, że sztukę obserwacji mam opanowaną bezbłędnie! Nawet Heniek mi ostatnio powiedział, że tak obserwować, jak ja, to nikt nie potrafi. I jeszcze mówił, że korzystnie się pod tym względem odróżniam od reszty top menedżmentu.
- No, Heniek to się zna! A co tak ostatnio obserwowałaś?
- Tę cholerną Kaśkę. Ale ona jest głupia! Wszyscy się za głowę łapią i przewracają oczami, jak nie widzi.
- Ale się nieładnie zachowujecie – podsumowałam.
- Ty też byś tak robiła, gdybyś wiedziała, czym ona się teraz zajmuje! Ja rozumiem, jest w ciąży, nie może się przemęczać, ale to przecież nie zwalnia od myślenia!
- Ależ przecież myślenie jest bardzo męczące! – zażartowałam – Ciebie nie męczy?
- Nie – odpowiedziała Beatka śmiertelnie poważnie – ja to lubię tak rozkminić jakiś problem, tak dla fanu.
- I co z tą Kaśką? – wróciłam do tematu.
- Ona nie myśli. Jest głupia. Nie rozumiem, dlaczego szef z nią jest, skoro on jest milion razy mądrzejszy od niej. Widziałam ostatnio ich CV, masakra jakaś, widać, że ona jest głupia i mu do pięt nie dorasta!
- Poczekaj, a po co ci były potrzebne ich CV?
- Żeby im sprawdzić – odparła Beatka, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie – Bo potrzebują dla partnera biznesowego. Szef powiedział, że da im te dokumenty dopiero wtedy, jak ja je poprawię.
- Poprawiłaś?
- Poprawiłam. CV szefa jest imponujące. Ja teraz robię rekrutację na nowego COO i trafia do mnie mnóstwo CV. Wpadłabyś na to, że ludzie ubiegający się o to stanowisko nie mają pojęcia, jak się pisze dobre CV?
- To co, teraz jesteś haerówą?
- Żadną haerówą, jestem w top menedżmencie, a robię tę rekrutację, bo nikt inny nie zrobi tego dobrze. Żebyś ty widziała zadanie rekrutacyjne, jakie zostało przygotowane! Przecież musiałam poprawiać prawie każdą linijkę! Zresztą ja mam konkretne wymagania, nie zatrudnimy człowieka z ulicy. Ostatnio oceniłam gościa na 19%, czaisz, 19%! Ale przeprowadziłam z nim rozmowę, tak na wszelki. Niestety, to była strata czasu, nie potrzebujemy autorytarnego stylu zarządzania z korpo, tylko partycypacyjny.
- Czyli ty odrzuciłaś, a reszta? Też go skreślili?
- Reszta się ze mną zgadza, szef mi powiedział, że mam całkowitą rację. Ja nawet mogę mu transakcję udupić, rozumiesz?
- Nie rozumiem – nie rozumiałam.
- No powiedziałam mu, że tej transakcji na cztery miliony nie powinien przeprowadzać, bo nie będzie ładnie w bilansie wyglądać, a on powiedział, że skoro ja tak powiedziałam, to on tej transakcji nie zrobi.
- Ale masz posłuch, twoje słowo jest jego rozkazem – podsumowałam lekko ironicznie.
- Tak, on mnie słucha, bo wie, że mam rację. Sam mi to często mówi. To wspaniałe tak rządzić własnym szefem. Ty tak robisz?
- No jasne, że nie, mam szefową – uśmiechnęłam się.
- A widzisz, a ja robię. Ostatnio kazałam mu posprzątać. Stłukł jakiś talerzyk w moim gabinecie i już miał zawołać panią sprzątającą, ale mu powiedziałam, że skoro sam nabałaganił, to sam powinien poodkurzać. Więc za chwilę przyszedł z odkurzaczem. I nawet pod biurkiem odkurzył! Twój szef tak robi?
- Nie, tylko twój jest taki posłuszny – aż mi się smutno zrobiło, że mój szef mi nie odkurza pod biurkiem.
- On to chyba lubi – ciągnęła Beatka – tak żeby nim pomiatać. Więc pomiatam. Pewnie mu tego brakuje, bo ta jego Kaśka jest głupia. A wydaje jej się, że jest taka mądra i ważna.
- Jak myślisz, czemu się jej tak wydaje?
- Bo wszyscy jej to mówią. Tylko że ona nie wie, że mówią jej jedno, a potem, jak jej nie ma, mówią drugie. Trochę wazeliniarstwo, wiesz, kobieta szefa, te rzeczy. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego ona im wierzy!

No, ja też nie mogę zrozumieć, dlaczego…

piątek, 18 listopada 2016

DEDLAJN




- Faceci są nudni – powiedziała Beatka i zamilkła wpatrzona nieruchomo w kiczowate ozdoby świąteczne, zwisające z sufitu galerii handlowej.
- Aha – odparłam elokwentnie, licząc na to, że jakoś rozwinie temat. Nie rozwinęła – przeniosła wzrok z błyszczących gwiazdek na pokryte sztucznym śniegiem choinki. Pociągnęła łyk kawy. Zrobiło się bardzo melancholijnie.

Przedłużająca się niezręczna cisza zaczęła mi w końcu przeszkadzać, więc wreszcie zapytałam ją, co ma na myśli.

- No, nudni są, co nie? – powiedziała i znowu się zawiesiła.
- To zależy – spróbowałam tak bardziej dyplomatycznie – a do czego konkretnie się odnosisz?
- Bo wyobraź sobie – jakbym ja miała takiego faceta w domu, to nie miałabym o czym z nim rozmawiać.
- Dlaczego? Mówiłabyś mu: „wynieś śmieci, opuść klapę od sedesu, nie rozwalaj wszędzie skarpetek, kup mleko”... Mozliwości jest dużo.
- Nie, bo ja mam panią, która sprząta, no i od jakiegoś czasu nie mam w domu jedzenia, poza tym, co mi w pudełkach przywiozą – odpowiedziała Beatka i stało się jasne, że trafiłam tą moją zaczepką jak kulą w płot, pani od sprzątania i dieta pudełkowa pokonały mnie od razu.
- Dobra, ja nic nie rozumiem, o co ci chodzi? – nie wytrzymałam.
- No o to, że faceci są nudni. Jakbym takiego miała, to nie miałabym z nim o czym rozmawiać – powtórzyła – Bo niby o czym? Musiałby rozumieć moją pracę, a ktoś z zewnątrz nie zrozumie.

Beatka zajmowała się szeroko rozumianym zarządzaniem projektami w dużej międzynarodowej firmie. Ambitna robota, ale obiektywnie rzecz biorąc, nie zaliczała się do grupy najbardziej skomplikowanych i niezrozumiałych zajęć. No ale skoro Beatka tak mówi…

- To mu wytłumaczysz – podsunęłam jej genialne rozwiązanie.
- Nieee, to się nie da. Nie zrozumie! Zresztą nie widzę tęgo, chciałabym sobie z nim jakiś projekt zrobić, a on co, nie wiedziałby, o co chodzi. I nudzilibyśmy się ze sobą. Zresztą, moje życie prywatne jest w pracy. Dlatego nie chcę żadnego faceta.
- Tak, mówisz teraz bardzo logicznie i przejrzyście.  A jeszcze niedawno chciałaś szefa, co się zmieniło?
- On wciąż nie może zrozumieć, że nie powinien być z Kaśką. Pojechał z nią do Singapuru. Do Singapuru! – powtórzyła rozgoryczona – Dlatego dałam mu czas do końca roku. Jeśli się nie ogarnie do tego czasu, to koniec, będzie żałował. Zostanę femme fatale.
- Tak od razu? Od 1 stycznia?
- Oczywiście, jeszcze będzie mu przykro, że przepuścił taką szansę!
- A on w ogóle o tym wie? To znaczy o twoim planie? I jak ci się będzie objawiać bycie femme fatale?
- Nie wie, no jak, nie powiedziałam mu przecież! Będę flirtować z innymi facetami w firmie. Zresztą już to robię.
- No ale jak widać efektów nie ma – byłam tylko troszkę złośliwa.
- Bo to nie mój target, tak naprawdę. Jestem od nich wyżej w hierarchii, więc wiadomo, że nic z tego nie będzie. Nie będę się przecież umawiać z facetem na niższym stanowisku! Więc robię to tylko dla sportu. A on jeszcze pożałuje, będzie cierpiał, a ja się wtedy będę śmiała!